Dagonfly

 

Okno Szczyrk M

 

 

Doskonale pamiętam swoją pierwszą walentynkę. Ile mogłam mieć wtedy lat? Siedem, może osiem. Wzięłam kartkę z bloku, usiadłam przy stole w jadalni i pooklejałam kartkę dinozaurami. Chłopcy przecież lubią dinozaury, a nie głupie różowe serduszka. Nie pamiętam, niestety, co napisałam, choć podejrzewam, że przy tej ilości dinozaurów i tak wypadło to blado. Podrzucenie kartki do skrzynki walentynkowej to oczywiście musiała być pełna konspiracja, bo jeszcze Ten Ośmioletni On domyśliłby się, że to ja. Miałam szczęście, że moja mama pracowała wtedy w świetlicy w mojej szkole i dostarczyła walentynkę, gdzie trzeba.

 

Pamiętam też liścik, który dostałam w pierwszej czy też drugiej klasie szkoły podstawowej. A właściwie wiecie co, nie pamiętam zupełnie jak wyglądał, ale pamiętam te dwa słowa: Tajemniczy Blondyn. Nie byłoby w tym nic dziwnego, wszak walentynki TRZEBA kreatywnie podpisać, by ukochana spędzała długie dni na domyślaniu się, kto kartkę wysłał i miała nadzieję, że to właśnie On. Wiedzieliśmy to już jako kilkuletnie dzieciaki! W każdym razie nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że Tajemniczy Blondyn wkleił obok podpisu zdjęcie legitymacyjne. 

Taaak :)))

Co to była za radość! To był Walenty Od Dinozaurów. Nie przejęłam się nawet tym, że taką samą kartkę z dokładnie tym samym zdjęciem dostały jeszcze co najmniej dwie dziewczynki w mojej klasie.

 


Przypomniałam sobie te historyjki wczoraj, wiele lat po podstawówce i pośmiałam się z mężem z tych sytuacji już któryś raz. Nie ma to jak udana walentynka, człowiek ją pamięta nawet dwadzieścia lat później, mówię Wam. Rozmawialiśmy też o tym, czy walentynki lubimy, czy nie i próbowaliśmy sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek przez te wszystkie lata, kiedy jesteśmy razem, dawaliśmy sobie coś właśnie 14 lutego. Już samo to, że ciężko nam było sobie cokolwiek przypomnieć, też o czymś świadczy ;) 
Ale spacer taki, jak wczoraj w prezencie liczy się, jak najbardziej, prawda?

 

 

Serce Szczyrk M

 


Z czasem człowiek rozumie, że najprostsze rzeczy budują najtrwalsze i najpiękniejsze związki. Tyle tylko, że te najprostsze rzeczy trzeba sobie uświadomić, a to już nie jest takie łatwe. Dziś zatem trzy banały, które sprawią, spojrzysz na swój związek inaczej. To te najprostsze rzeczy, które według mnie są warte tego, by zapisać je w pamięci nawet, jeśli zapomnisz o wszystkim innym. 

 

 

1. GŁUPOTY NIE MAJĄ ZNACZENIA.

 

Gdybym miała tu napisać jedną rzecz, napisałabym tylko to. Ludzie kłócą się o klapki pozostawione na środku pokoju; o to, że ktoś nie pozmywał lub że wyjadł wszystkie kokosowe cukierki; że znowu trzeba zapłacić za coś tam; że on albo ona nie chce gdzieś pojechać; że fotel powinien stać pod oknem; że po praniu czyjś ulubiony T-shirt zmienił kolor na różowy; że nie wiadomo co za krasnale zaś porwały ładowarkę do telefonu; że motywem przewodnim sali weselnej nie może być Hogwart; że biedronka wleciała przez okno lub że dziś pada, a Zubilewicz mówił, że będzie pogoda na rower. A jak przerobią te wszystkie błahostki, sprzeczają się o to, czyja kolej dziś na usypianie dzieci; kto dziś posiedzi z córeczką, bo płacze, że Marek z przedszkola jej nie lubi; że trzeci raz w tym miesiącu trzeba iść na kawę do cioci Danki albo dlaczego mają wydać pieniądze na depilację laserową jej łydek zamiast na nowe drzwi wejściowe. 

 

Co jakiś czas kazdy ogląda jakiś film. A w filmie przychodzi moment, który człowiekiem tak nagle wstrząsa. Wiecie, mam na myśli taki moment, gdy bohaterka filmu choruje, zostaje porwana albo nagle traci ukochanego w kompletnie przypadkowej szarpaninie na ulicy. Człowiek to ogląda i myśli, że jakby coś takiego miało stać się w prawdziwym życiu to żadne głupoty nie miałyby znaczenia. A niech on sobie zostawia te klapki gdzie chce, niech przestawia fotel pięć razy dziennie i niech ciotka Danka znowu mówi coś o Twojej figurze. 

 

Bum! 
Takie rzeczy nie dzieją się tylko w filmach. Każdy ma ciężkie momenty, chwile kiedy się boi i mówi sobie w myślach, że już nigdy czegoś tam nie zrobi, byleby tylko było dobrze. Gdy uświadomisz sobie, że tej drugiej osoby mogłoby zabraknąć, przestaniesz przejmować się pierdołami. Serio.

 

Wystarczy pamiętać o tym też, gdy już jest w porządku.

 


2. TRZEBA SIĘ STARAĆ.

 

Codzienność to nie walentynki. Choćbyście rozłożyli na kanapie pluszowe serduszka, rachunki same się nie zapłacą ani pranie nie zrobi się samo. Czasem do załatwienia jest tyle spraw, że czas, który możecie spędzić razem to zaledwie pół godziny przy kolacji. Nieraz łatwo zapomnieć o tym, że związek cały czas trzeba budować, bo można być OBOK kogoś na co dzień, a jednak nie być Z nim. Wcale się nie zdziwię, jeśli czytaliście już podobne rady w poradnikach o związkach, bo kiedy jest się z kim długo, łatwo przestać się starać.

 

Miło jest, kiedy ta druga osoba przyniesie Ci kubek gorącej herbaty, gdy siedzisz do późna nad jakimś projektem. Albo kiedy zabierze Cię na kawę, by spędzić wieczór trochę inaczej niż zazwyczaj - w nowych miejscach często spojrzenie na różne trudne sprawy się zmienia. Cudownie czuć, że ktoś poszuka dla Ciebie nazwy wykonawcy piosenki, którą lubisz albo umówi Cię do lekarza, kiedy jesteś chory. Drobiazgi budują codzienność.

Może nie macie zwykle czasu i pieniędzy na wyjazdy, kino czy kolacje na mieście, ale możecie mieć dla siebie czas. Zawsze znajdzie się chwila na buziaka albo uścisk, nawet, jeśli myślisz, że zaraz się gdzieś spóźnisz. Tak, nawet wtedy.

 

Swoją drogą, chyba Wam nie wspominałam, jak kiedyś zawsze, gdy usłyszałam w radio poniższy utwór, nadstawiałam uszu, by dowiedzieć się, kto go wykonuje. Jak na złość, prezenterzy nigdy nie mówili nazwiska wykonawcy albo po prostu ja zazwyczaj słyszałam piosenkę od połowy, nie słysząc zapowiedzi. No i któregoś dnia Sami napisał do radia, słysząc tą melodię, że chciałby dowiedzieć się, co to za wykonawca itd. RMF FM odpisał błyskawicznie. Drobiazg, ale nawet nie wiecie, jaką radość mi wtedy sprawił.

 

 

 


3. WAŻNY JEST CZAS OSOBNO.

 

Może on nie znosi pomidorowej, którą Ty kojarzysz z udaną sobotą, a Ty za to nie przepadasz za kawą z dwiema łyżeczkami cukru. To nic, możesz pomidorową zrobić dla siebie tylko z połowy rosołu, a kawy nie parzyć w dzbanku, tylko w dwóch kubkach. Ty możesz kochać komedie romantyczne, a on filmy akcji; Ty możesz uwielbiać basen, on jazdę na rowerze i wszystko jest ok, kiedy jedna osoba zajmuje się swoim hobby, druga ma czas na swoje. Nie musicie wszędzie chodzić razem. Nie musicie zawsze siedzieć obok siebie na imprezach. Bycie razem wcale nie oznacza bycia jak Puchatek i Prosiaczek, everywhere together. 

 

I wcale nie chodzi mi o to, by się sobą nie znudzić. Chodzi o to, że mimo to, że wiele rzeczy lubicie robić wspólnie i najlepiej bawicie się, będąc razem, nie stajecie się jednym organizmem, wchodząc w związek. Znam dziewczynę, która zmieniała diametralnie swoje zainteresowania, ilekroć wchodziła w nowy związek. I o ile rzeczywiście można nagle okryć w sobie jakąś pasję, a także można zainteresować partnera tym, co sami lubimy, o tyle porzucanie wszystkich swoich hobby, bo on tego nie lubi, jest dość smutne. Podobnie, jak przyklejenie się do kogoś, jak guma do żucia do obcasa. Taką parę też znam, przyklejoną do siebie dosłownie, zawsze pod rękę, zawsze nie więcej niż 5 centymentrów (!) od siebie. Dziś nie są razem. Zgaduję, że któreś z nich miało problemy z oddychaniem.

 

 

I już. Jesteście teraz trzy banały dalej. To jak trzy kroki w stronę szczęśliwego związku, o którym będzie Wam mówić co najmniej połowa ciotek na co najmniej połowie rodzinnych okazji. Już nie musicie wyłapywać ich spośród rozmów o trybunale konstytucyjnym i barszczu z uszkami, bo podaję Wam je ja, prosto i w jednym miejscu.

 

 

Hiacynt Walentynki

 


Ściskam Was mocno, powalentynkowo. 
I życzę serc ciepłych codziennie, bo szkoda by zmarnować te 365 dni, które pozostały do kolejnych walentynek.

 


Jeśli chcecie poczytać inne teksty o związkach, które napisałam, podrzucam Wam kilka linków:

 

Bądź tak dobry dla ludzi, których kochasz, jak jesteś dla tych, których lubisz.
Szczyty, czyli o tym, żeby w związku dobrze było.
Dla dobra związku odplączcie kable i sprzatnijcie skarpetki.
11 złych nawyków w relacjach z innymi.


I tekst z walentynek sprzed dwóch lat, jeśli na przykład szukacie komedii romantycznej na wieczór:
6 komedii romantycznych - 6 lekcji miłości.

 

 

Nie masz odpowiednich praw.

O mnie

Dagu Small

 

Nazywam się Dagmara Sen i jestem ilustratorką.
Tworzę wzory na produkty oraz ilustracje na zamówienie - do książek, magazynów oraz wydarzeń kulturalnych.
Lubię malować roślinne wzory oraz ilustracje dla dzieci.
Moje projekty można znaleźć w Polsce i za granicą (m.in. we Francji, Kanadzie i Indiach).



Prywatnie? Zbieram czterolistne koniczyny, tworzę w mieszkaniu małą dżunglę i cały czas coś zapisuję.
Lubię zapach kardamonu, lubię podróżować, spacerować z psem po lesie i patrzeć jak muffiny rosną w piekarniku.
Wciąż stawiam ciepłą kawę nad piękne zdjęcie kawy na Instagram, ale jeśli chcesz podejrzeć, co u mnie słychać, zajrzyj tu albo tu.

 

Sen Studio

Sen Studio Kwiaty

 

Ilustracje,
wzory na produkty, 

plakaty.

 

>> ZOBACZ <<

 

 


Copyright © dagonfly.pl 2012-2017 - Developed by Samuel Sen