Dagonfly

 

Kanchenjunga2 D

 

Nie mogłam chyba wymarzyć sobie piękniejszego początku Nowego Roku. Dokładnie 1 stycznia 2015 stałam na Tiger Hill w Darjeelingu, czekając na wschód słońca. Była czwarta nad ranem, wokół ciemno, a do wschodu słońca pozostały ponad dwie godziny. Nie sprawdziłam tamtego dnia temperatury, ale stopy zamarzały w butach już po kilku minutach na zewnątrz. Stałam w kapturze i rękawiczkach, od pasa w dół owinięta kocem, który naprawdę niezbyt dobrze udawał spódnicę. Perspektywa czekania na wschód słońca w takich warunkach wydawała się szaleństwem.

 

Wszyscy jednak tak bardzo chcieliśmy go zobaczyć! Właściwie nie spaliśmy w nocy (kto by spał, spędzając Sylwestra w Indiach?), a już o trzeciej musieliśmy się zacząć zbierać, by zdążyć dojechać jeepami do punktu widokowego na Tiger Hill. Miejsce to jest słynne na całym świecie, gdyż przy dobrej widoczności pozwala zobaczyć wspaniałą panoramę Himalajów, z Kanchenjungą i Mount Everestem. Gdy słońce powoli wznosi się nad horyzont, odbija się od szczytów, kolorując je światłem na różowo i pomarańczowo. Na ten widok czekają wszyscy, którzy zarwali noc, by dostać się na Tiger Hill przed świtem, ale…

 

…trzeba mieć ogromne szczęście, by zobaczyć Kanchenjungę skąpaną w kolorowym słońcu. A zobaczyć stamtąd Mount Everest to podobno szczęście do kwadratu. Bardzo często zdarza się tak, że mgły spowijają wszystko wokół i poza przebłyskami słońca gdzieś zza chmur, widać niewiele.

 

Czekaliśmy więc.

Dwie godziny z hakiem.

 

Było naprawdę ciemno, zimno, a musicie wiedzieć, że w takich chwilach czas na Tiger Hill zwalnia tak, jakby za moment miał się zupełnie zatrzymać.

 

Wschod2 D

 

Słońce zaczęło wschodzić o 6:20. Miałam ochotę od razu chwycić męża za rękę i szepnąć mu, że jest tam tak pięknie! Mąż stał jednak kilka metrów ode mnie i w tłumie nawet nie widziałam jego twarzy. Patrzyłam zatem to w aparat, to nad aparatem, bo nie wiedziałam, czy wolę robić zdjęcia, by zachować to wszystko na pamiątkę, czy lepiej nasycić się widokami i zabrać ze sobą niepowtarzalne wspomnienia.

 

Widok był absolutnie niesamowity. Widoczność świetna.

Szczęściara ze mnie!

 

Chmurki widoczne na niebie tylko podkreślały piękno tego wschodu słońca. Żółto-różowa Kanchenjunga ukazała nam się w pełnej krasie. Człowiek patrzy to na słońce, to na szczyty gór naprzeciw i nie wie, co ładniejsze. Rozwieszone na Tiger Hill buddyjskie flagi modlitewne (te kolorowe chorągiewki) delikatnie poruszały się pod wpływem wiatru, tuż pod czerwonym słońcem. Przez moment zobaczyliśmy nawet naprzeciw bardzo wyraźnie Mont Everest. Miało się wrażenie, że to nie dzieje się naprawdę.

 

Był 1 stycznia 2015. Pierwszy dzień Nowego Roku. Pierwszy dzień czegoś Nowego. I w dodatku moje urodziny.

Idealny poranek.

 

Wschod1 D

 

Wschod3 D

 

Kanchenjunga1 D

 

Kanchenjunga3 D

 

Kanchenjunga4 D

 

My Tlum Tigerhill D

 

 

Tak, podczas tych dwóch godzin oczekiwania na wschód słońca było mnóstwo rzeczy, które mi przeszkadzały. Naprawdę po kilkudziesięciu minutach stania na szczycie wzgórza w takiej temperaturze, nie czułam już stóp. Koc, który zawinęłam w pasie non stop spadał i w kółko musiałam go poprawiać, przez co miałam małe problemy z trzymaniem aparatu. Dziewczynki przy barierce przede mną usiadły na ziemi i wciąż musiałam uważać, by nie wpaść na nie, gdy z tyłu napierał tłum, chcący dostać się bliżej. Co chwilę obracałam się wokół, pilnując całej naszej polskiej grupy i gdy ktoś znikał mi z oczu, wytężałam wzrok w ciemności jak sowa. Do tego natrętny Chińczyk sięgający mi głową do ramienia, wciąż wbijał mi brodę w rękę, myśląc że dzięki temu zobaczy więcej. Mówiłam do niego, że już nawet nie ma się, gdzie przesunąć, ale chyba udawał, że nie rozumie. Dwie godziny w takim tłumie i zimnie nie są specjalnie przyjemne. Na wschód słońca czeka się długo, ale gdy już wyłoni się zza horyzontu, wschodzi raz dwa. Ale wiecie co?

 

Ten post powinien właściwie  mieć podtytuł Wdzięczność, ale nie chciałam już niepotrzebnie wydłużać i tak za długiego tytułu. Byłam tam  tak mega wdzięczna, że mogę tam być i widzieć to wszystko, i czuć, że będę miała co opowiadać, że… te głupoty w ogóle mnie nie martwiły. Nigdy nie jest tak bez reszty idealnie, tak wiecie, perfekt na tip top. Jak ktoś chce znaleźć minusy, znajdzie je zawsze.

 

Zostawiam Was z takim przesłaniem na początek 2015 roku, by troszeczkę wdzięczności w sobie odnaleźć i tak z tą wdzięcznością rozpocząć planowanie, kreowanie i działanie w Nowym Roku. Bo to cudownie, że macie się obok kogo budzić o poranku albo, że stać Was na kawę, gdy wracacie z pracy. Cudownie, że w kranie jest ciepła woda, że możecie poczytać nowe posty w Internecie albo zatańczyć przed lustrem, gdy macie na to ochotę.

Niecodziennie ogląda się wschód słońca w jakimś cudownym miejscu na Ziemi i niecodziennie człowiek budzi się z takim widokiem za oknem:

 

Daarjeling Zokna D

 

 

Ale codziennie dzieją się małe rzeczy, które warto doceniać. Dziś siedzę przed monitorem z zimną już kawą i rozpisuję wszystko, z czym muszę się uporać w najbliższym czasie. Ale wspomnienie z Tiger Hill ciągle jest gdzieś w mojej głowie. Też macie takie, warto je pielęgnować.

 

 

*

Kochani,

Taki mam pomysł, by pisać posty z relacją z Indii nie chronologicznie, będą to urywki wspomnień i inspirujące obrazki, jak dziś. Wydaje mi się, że tak będzie o wiele ciekawiej niż przedstawiać Wam po kolei wszystkie miejsca, jakie odwiedziłam, wklejać zdjęcia zabytków itd.

Nowa strona jest w trakcie tworzenia (dzięki Mężu!). Już za chwilę zdjęcia będą się zatem prezentować o wiele lepiej, także polecam zajrzeć tu również po zmianach :)

 

Ogarniam też powoli kwestię składania filmów. Jeśli macie ulubione programy do montażu i edytowania wideo, napiszcie proszę, na razie jeśli chodzi o YT jestem zupełnie zielona.

 

 

Indie 2014/2015 - poprzednie teksty: 

Indie 2014/2014: Co masz i kim jesteś.
Indie 2014/2015: Otwarty umysł. Początek podróży.

 

 

Komentarze  

 
# Dominika 2015-01-14 16:24
Omnomnomnom :* ale pięknie!!!!!!!!!!!
Chyba muszę nauczyć się od Ciebie optymizmu :)!... a Chińczykowi chyba dałabym kuksańca z łokcia :)!
 
 
# Sylwia 2015-01-16 18:55
Mnie zapadł w pamięć wschód słońca, kiedy to jechaliśmy z rodzicami nad morze. Szłam wtedy do pierwszej klasy szkoły podstawowej, pierwszy raz mialam okazję zobaczyć to różowiutkie niebo i rozświetlające się chmury, a dopiero potem wyłaniające się zza horyzontu słoneczko. Wschody i zachody są śliczne. Zwłaszcza pod względem kolorystycznym. Domyślałam się, że Mont Everest to ten ostry trójkątny czubek w dali? A ogólnie pięknie!
Co do montażu filmów - przetestuj Windows Media Maker (chyba tak to się zwie). On jest najprostszy, a jeśli Ci nie wystarczy, szukaj informacji u wujka Google :]
 

Nie masz odpowiednich praw.

O mnie

Dagu Small

 

Z wykształcenia jestem psychologiem społecznym. Piszę, redaguję, tworzę ilustracje, czasem również wcielam się w rolę konferansjera. Jestem autorką książek Sen na jawie. Tuż za rogiem oraz Sen na jawie. Halny.

 

Pasja wypuszczania w świat słów lekkich i nieraz intrygująco dziwnych pozwala mi czasem czarować.

Zawsze mam ze sobą worek pomysłów i detektor czterolistnych koniczyn.

No i uwielbiam patrzeć, jak muffiny rosną w piekarniku!

 

MASZ USZY? MASZ POMYSŁ!

POMYSŁY RODZĄ SIĘ MIĘDZY USZAMI.

 

więcej...

 

Sen Studio

Senstudio D Small

 

Takich grafik nie znajdziesz nigdzie indziej. 

Każda rzecz, tworzona przez Sen Studio ma swoją historię. Każda podziała na Twoją wyobraźnię.

 

Książki

Plakaty

Kartki

 

>> ZOBACZ <<

 

 

 

Follow my blog with Bloglovin

 

Follow

 


Copyright © dagonfly.pl 2012-2017 - Developed by Samuel Sen