Dagonfly

 

Przyjaciolki2 D

(Dziewczynki spotkane w Agra Fort, Agra)

 

Wracaliśmy właśnie do hotelu w Bhubaneswar, troszkę się spiesząc. W głowie już tworzyłam plan, jak wszystko poukładać, żeby zdążyć na wieczorne wyjście i niespecjalnie rozglądałam się wokół. Marzyłam już tylko o tym, by się przebrać i zamknąć oczy choć na kwadrans. Trzasnęły drzwi wynajętego samochodu, pan z hotelu już czekał, by otworzyć nam drzwi... i wtedy zobaczyłam dwóch małych chłopców.

 

Miałam wrażenie, że dla nich czas nie istniał. Szli sobie w słońcu, boso, objęci i pochłonięci, jak się wydawało, jakąś arcyważną rozmową. Zdążyłam szybko zrobić zdjęcie, niezbyt wyraźne i na pewno nie dobrze wykadrowane, ale chciałam zachować tą chwilę. Klaksony, które w Indiach słychać cały czas, głośne rozmowy, sygnały telefonów – to było gdzieś poza tymi dziećmi. Dla nich liczyła się przyjacielska rozmowa i wspólne popołudnie. To wtedy zaczął rodzić mi się w głowie ten post.

 

Kumple Bhubaneswar D(1/ Motyl, jaki przywitał nas w hotelu w Darjeelingu,

2/ Chłopcy przed hotelem w Bhubaneswar)

 

 

Bo najważniejsi są ludzie.

 

Patrzyłam w Indiach na dzieci, bawiące się z kolegami przed domem i ludzi spędzających popołudnia na rozmowach zamiast na patrzeniu w telewizor. I to wcale nie dlatego, że w domu nie ma komputera czy telewizora - często jest, ale ludzie mimo wszystko nie są do nich tak... przywiązani (nie wiem, może nie umiem znaleźć odpowiedniego słowa, ale przecież rozumiecie, o co chodzi). Siedzieliśmy nieraz ze znajomymi i rodziną z Indii i gadaliśmy o głupotach przez kilka godzin. Nie pamiętam, byśmy w ogóle włączali telewizor. Bez tych wszystkich urządzeń, bez Internetu i telefonów życie naprawdę płynie wolniej. I zauważa się inne rzeczy.

 

Przypomniałam sobie ostatnio, czytając tekst Venili, jak kiedyś całe popołudnia spędzałam z koleżankami na podwórku, grając w gumę i tworząc bazy wśród traw, które koszono tak rzadko, że zwykle, gdy kucnęłyśmy, nie było nas zza nich widać. Pamiętam, jak bawiłyśmy się w rzucanie patykami - tak, zwykłe rzucanie zwykłymi patykami - kto dalej. I nie byłam nawet wtedy taka całkiem mała, do podstawówki chodziłam już na pewno. Był jakoś czas na wszystko, można było godzinami przesiadywać na kocu pod balkonem i jeść chleb z masłem, który na dworze smakował zawsze najlepiej.

 

Przyjaciolki3 D

(Dziewczynki spotkane w Agra Fort, Agra)

 

Przyjaciolki D

(Przyjaciółki przed Santi Stupa, Dhauli, Bhubaneswar)

 

Wiadomo, nie chodzi tylko o technologie, komputery i całą resztę - im człowiek staje się starszy, tym ma więcej na głowie i na pewno o wiele, wiele rzadziej może pozwolić sobie na leniwe popołudnie, bez załatwiania zaległych spraw i ogarniania tego-i-tamtego. Mimo wszystko jednak, czasem postępujemy zbyt... automatycznie. Już w nawyku mamy złapanie pilota od telewizora po powrocie z pracy albo włączanie laptopa, gdy tylko otworzymy oczy. Nie mamy czasu, ale oglądamy serial przez 45 minut. Nie mamy czasu, ale szybkie dwadzieścia, trzydzieści, czterdzieści minut na zebranie czegoś tam w grze na tablecie jakoś się znajduje. Nie mamy czasu, ale przeglądanie okazji na Allegro też gdzieś w ciągu dnia udało się wcisnąć. A może lepiej byłoby chociaż posłać sms do siostry albo upiec ciasto, albo wyjść z koleżanką na spacer, albo zaplanować wspólną sobotę z rodziną, albo zagrać w gry planszowe z bratem?

 

Spędzam mnóstwo czasu, pracując przy komputerze. Uwielbiam też pisać posty na Dagonfly. Internet jest mi potrzebny. Ale szukam tych chwil przystanku, chwil bez tego wszystkiego. Chwil na spacerach z mężem; przy rozmowie telefonicznej z siostrą, gdy obie gotujemy obiad – ona sto kilometrów dalej ode mnie; przy kawie z koleżanką, choć czeka na mnie kilka punktów na liście rzeczy do zrobienia. Bo co tam post na blogu nawet najbardziej lubianej blogerki – on nie ucieknie. Ale dzisiejszy dzień bez rozmów i kontaktów z innymi - już tak. I mnie, i Tobie.

 

Pomarancze D

(Mężczyźni rozmawiający przy straganie, Agra)

 

Udało mi się złapać kilka migawek z codziennego życia Hindusów. Nie są super wykadrowane ani pięknie ostre, bo zwykle robiłam je szybko albo też zupełnie przypadkowo. Mimo wszystko, mam jakieś opory przed celowaniem komuś obiektywem prostu w twarz. Dokładnie to robili ludzie bardzo często, widząc nas (w końcu w Indiach to my wyróżnialiśmy się z tłumu), więc wiem, że wcale nie jest to fajne, nie móc zjeść czy porozmawiać z kimś swobodnie, bo ktoś akurat się na Ciebie gapi.

 

Wracając jednak do rzeczy. Kilkoma zdjęciami ludzi, skupionych na rozmowie czy po prosty byciu z kimś, ilustruję dzisiejszy post. Więcej zachowuję na kolejny indyjski tekst, który ukaże się już niebawem – tam zdjęcia, których mam dużo więcej, będą pasowały idealnie.

 

Rozmowy Ciezarowki D(Mężczyźni przed swoimi ciężarówkami, Jaipur)

 

 

A teraz idę zaparzyć herbatę. Na dzisiaj wszystko, co muszę już odkładam. Pogadałam z mamą, tak fajnie było po prostu rozmawiać, mimo że przez telefon!

Najważniejsi są ludzie. Rozmowa z przyjacielem o sprawach ważnych i ważniejszych, bieg po schodach z koleżanką, popołudnie w słońcu ze znajomymi.

 

 

Ostatecznie chodzi o to, żebyś nie był sam. Żebyś miał z kim porozmawiać.

Z kim pomilczeć. Kogo złapać za rękę.

Żebyś miał kogoś.

 

 

Indie 2014/2015 - poprzednie teksty: 

Indie 2014/2015: Drzwi, bramy i okna.

Indie 2014/2015: Darjeeling. Pierwszy wschód słońca w Nowym Roku.

Indie 2014/2014: Co masz i kim jesteś.
Indie 2014/2015: Otwarty umysł. Początek podróży.

 

 

Komentarze  

# Dominika 2015-02-06 11:03
Z jednej strony wydaje się,że to w Indiach czas pędzi jak szalony -tłumy ludzi, klaksony,każdy pędzi w swoją stronę; ale faktycznie tam ludzie celebrują czas ze sobą.

Och,wspominam z łezką w oku wyścigi po dzikie śliwki,po których zresztą zawsze bolał brzuch, chowanie się w chaszczach i kilkugodzinne leżenie na kocyku i patrzenie w chmury :D
# Dagmara 2015-02-06 11:21
A pamiętasz zawijanie się w różowe zasłony i bawienie w hot-dogi :p ?
# Dominika 2015-02-06 19:55
hahahahahaha!
Moje nogi nadal są parówami :P hahahaha :P
# Dagmara 2015-02-07 09:28
Z tym się nie zgodzę ;)

Nie masz odpowiednich praw.

O mnie

Dagu Small

 

Z wykształcenia jestem psychologiem społecznym. Piszę, redaguję, tworzę ilustracje, czasem również wcielam się w rolę konferansjera. Jestem autorką książek Sen na jawie. Tuż za rogiem oraz Sen na jawie. Halny.

 

Pasja wypuszczania w świat słów lekkich i nieraz intrygująco dziwnych pozwala mi czasem czarować.

Zawsze mam ze sobą worek pomysłów i detektor czterolistnych koniczyn.

No i uwielbiam patrzeć, jak muffiny rosną w piekarniku!

 

MASZ USZY? MASZ POMYSŁ!

POMYSŁY RODZĄ SIĘ MIĘDZY USZAMI.

 

więcej...

 

Sen Studio

Sen Studio Kwiaty

 

Piękne, ręcznie malowane ilustracje,
wzory na produkty, 

plakaty,

zaproszenia ślubne 

 

>> ZOBACZ <<

 

 


Copyright © dagonfly.pl 2012-2017 - Developed by Samuel Sen